ZERWANIE

Zerwanie zaręczyn jest konieczne, gdy się okaże, że młoda para sobie nie odpowiada, że któraś ze stron postąpiła nie­uczciwie, że są jakieś powody przemawiające przeciw małżeń­stwu. Z pewnością lepiej jest zmienić narzeczonego niż później męża. Dobre wychowanie nakazuje, aby przy zerwaniu wykazać takt. spokój, powagę i dyskrecję. On, jeśli jest rycerski, broni nawet byłej narzeczonej przed plotkami czy różnymi zarzutami. Obie strony mają prawo żądać zwrotu kosztowniejszych podar­ków. Czy się z tego korzysta, czy nie, to jest kwestia osobistego zapatrywania. W każdym razie oddawanie sobie upominków, li­stów itp. najlepiej załatwić przez pocztę albo przez przyjaciół. Na widok byłego narzeczonego czy byłej narzeczonej nie należy przechodzić ostentacyjnie na drugą stronę ulicy; trzeba zawsze oddać lub złożyć ukłon, gdy mijamy osobę kiedyś nam przecież drogą i bliską.

SPOSÓB BYCIA

Wiele hałasów wynika wyłącznie z niekulturalnego sposobu bycia; należy do nich np. trzaskanie drzwiami, nawyk niemal równie „kulturalny” jak wycieranie nosa palcami lub spluwanie na podłogę. Trzepanie dywanów poza określonymi godzinami i miejscem, gdy sąsiedzi chcą się np. zdrzemnąć; dzikie okrzyki, głośne zachowanie się dzieci na podwórkach, na ulicy, na klatce schodowej i w mieszkaniu — nie są sprawą nie do opanowania. Trzeba jednak przyzwyczajać dzieci do cichego, kulturalnego zachowywania się od pierwszych lat życia. Najprościej wywią­zujemy się z tego obowiązku, dając im dobry przykład. Niestety, iluż dorosłych zbiega jak lawina ze schodów, pozwalając sobie nieraz na przenikliwe gwizdanie. Iluż dorosłych ma zwyczaj śpiewać przy otwartych oknach (sto lat, sto lat…), aż się szyby w całej kamienicy trzęsą. Z iluż mieszkań dobiegają odgłosy kłót­ni! Przykładów każdy potrafi przytoczyć wiele.

HAŁAS — PLAGA XX WIEKU

Lekarze i socjolodzy orzekli, że plagą codziennego dnia naszej epoki są przede wszystkim hałasy. „Hałasują” w cudzysłowie dosłownie: radio, telefon, budzik, woda w rurach, nasze buty, trzaskające drzwi, dzwonek u wejścia, fortepian i inne instru­menty, dzieci, odkurzacz, trzepaczka i wreszcie nowoczesna ko­munikacja — samoloty, samochody, motocykle, tramwaje. Jednostka może przeciwdziałać hałasom w sposób bardzo ogra­niczony. Pewne sprawy są regulowane prawem. Wprowadzono np. w wielu miastach zakaz używania klaksonów samochodowych. Nie wolno jeździć traktorami i ciągnikami po ulicach, a wozy mu­szą mieć ogumione koła. W coraz większej liczbie państw powstają specjalne instytucje do badania wszelkich problemów związanych z hałasem. W Polsce również prowadzi się badania naukowe nad sposobami przeciw­działania hałasom. Walka z hałasem jest jednym z ważnych pro­blemów w zakresie bhp (bezpieczeństwa i higieny pracy).

WE WSPÓLNYM DOMU

Niestety, wielu jest ludzi, którzy nie chcą szanować społecznej własności, chociaż zachłannie umieją strzec swego stanu posiada­nia. Na pewno można tu dużo zrobić przez umiejętne wychowanie nie tylko dzieci, ale również dorosłych. Gdyby każdy lokator miał do miejskiej kamienicy taki stosu­nek jak do własnego domu, nie trzeba byłoby przeznaczać do roz­biórki tylu zdewastowanych budynków, a miliony wydatkowane na remonty poszłyby na budowę nowych mieszkań. Człowiek kulturalny nie niszczy dobra społecznego. Tylko lu­dzie prymitywni, brutalni, nieokrzesani i bezmyślni znajdują w tym barbarzyństwie przyjemność. Nieprzyznanie się do wybicia szyb, wyrwania kawałka muru i nienaprawienie tych szkód to świadectwo niskiej kultury, tchó­rzostwa i nieuczciwości. Dowodem braku kultury jest także: rozmyślne trzaskanie drzwiami; pozwalanie dzieciom, aby — w myśl zasady „młodzi muszą się wyhasać” — hałasowały na schodach i na podwórzu; nastawianie radia, telewizora na cały regulator o każdej porze dnia i nocy; nieprzestrzeganie godzin przeznaczonych na trzepanie dywanów; wytrząsania ścierek i obrusów na głowy przechodniów lub do otwartych okien sąsiadów itp.

PROWOKATORZY

„Prowokatorzy”. Bywają wśród, dzieci cisi „prowokato­rzy”, podjudzający innych do wszelkich wybryków. Oczywiście, sami są zawsze niewinni: „To nie ja — to on!” Ci, którzy im ule­gają, są niewiele więcej warci. Zarówno tych, jak i tamtych ce­chuje tchórzostwo. Pierwszym trzeba powiedzieć, że nie jest ozna­ką odwagi namawianie innych do głupich kawałów, a potem zrzu­canie na nich całej odpowiedzialności. Podszczuwanego należy zapewnić, że tylko skończony osioł słu­cha tchórza lub skończony tchórz nie zdobywa się na odwagę wo­bec tchórzliwego osła. Jeśli kolega ów wydaje się taki dzielny, dlaczego sam nie robi tego, do czego ciebie zachęca? Kłamstwo jest jeszcze jednym dowodem tchórzostwa, gdyż wynika z obawy wzięcia na siebie odpowiedzialności za popełnione czyny. Ale ileż w tych sprawach jest winy rodziców! Dzieci po- czątkowó wierzą w każde słowo dorosłych. Później umieją już odróżnić nawet drobną nieścisłość od prawdy czy żartu. Nic tak nie przywiązuje dziecka do rodziców jak świadomość, że oni nigdy go nie zawiedli, nie oszukali. Niejedna matka obiecuje kupno za­bawki licząc na tot że mała córeczka i tak zapomni, obietnicy więc nie trzeba będzie dotrzymać. Niech się taka pani nie dziwi, gdy panienka wyszedłszy z wieku dziecięcego bardziej wierzy kolegom czy koleżankom niż rodzonej matce.

PRZEDE WSZYSTKIM — DOM

Niektórzy wygodniccy rodzice, pozbawieni poczucia odpowie­dzialności, chcą wszystkie te sprawy przerzucić na nauczycieli, na szkołę i pedagogów. Nigdy jednak szkoła, zespołowe wychowanie,nie oddziaływa w tym stopniu co środowisko, które nas kształtuje od urodzenia. Trudno! Jeśli się dziecko wydało na świat, trzeba za nie odpo­wiadać, przekazać mu swoje doświadczenia, dać mu możliwie naj­lepszą „kindersztubę”. Nauka u obcych jest przykra i drogo ko­sztuje, a nieokrzesanie wewnętrzne i zewnętrzne może utrudnić życie. Dlatego dobre obyczaje wyniesione z domu stanowią cenny posag, którym rodzice obdarzają swoje dzieci. Pomówmy teraz o pewnych szczegółowych sprawach; zacznijmy jeszcze raz od spełniania obowiązków i poczucia odpowiedzialności. Nie łudźmy się! Młodzież zawsze bę­dzie przedkładać spełnianie życzeń nad obowiązki. Dlatego też na­leży zagadnienie to stawiać inaczej: że obowiązek podejmowany chętnie i dobrowolnie nie jest ciężarem, a może być przyjemno­ścią. Jeżeli powoli, od najmłodszych lat wdrażamy dzieci do róż­nych powinności — naprzód drobnych, potem coraz poważniej­szych — to tak do tego przywykną, że gdy zaczynają pracować zawodowo, zakładają własną rodzinę itp., te nowe, rozległe obo­wiązki stają się nieraz jednym z celów życia. Każdy człowiek chce być potrzebny i użyteczny. Rzeczą rodzi­ców jest tak wychowywać i nastawiać dzieci, aby w nich jak naj­wcześniej obudzić te pragnienia, wyrobić poczucie więzi społecz­nej i odpowiedzialności oraz wytrwałości.

RODZICE I DZIECI

Dziecko jest doskonałym obserwatorem i szybko się orientuje w dobrych i złych stronach dorosłych. Ma też najczęściej niezwykłe poczucie sprawiedliwości, jest subtelne i bardzo mu trudno zrozumieć, gdy ktoś postępuje niekonsekwentnie. Dlaczego np. wolno tatusiowi krzyczeć na mamusię, a synek jest za to karany? Dlaczego wolno mamusi głośno pić herbatę, córeczce zaś się tego zabrania? Jeżeli mamusia każe przez kogoś powiedzieć, że jej w domu nie ma, dziecko rzetelnie prostuje, pełne zdziwienia: „Mamo, prze­cież jesteś, dlaczego tatuś mówi pani Wiśniewskiej, że wyszłaś?” Jeśli zaś narzucamy dziecku nasze małe kłamstwa, naszą nieso­lidność, podwójną moralność, nie dziwmy się, gdy niesłychanie ! szybko przyswaja sobie te wady. Nie ulega wątpliwości, że taki maleńki człowieczek wybiera raczej zło niż dobro. Dlaczego? To zupełnie proste. Zło jest przeważnie przyjemniejsze, łatwiejsze, a dobro zwykle wymaga znacznego wysiłku. W pracy wychowawczej trzy cechy rodziców lub opiekunów są decydujące: dyscyplina wewnętrzna, miłość do dzieci i konse­kwencja. One to mogą sprawić, że nasze pociechy nie będą hała­śliwe, kapryśne, nieopanowane i popędliwe, a tym samym przy­kre dla otoczenia.

KOCHAJ I DAJ SPOKÓJ UKOCHANEMU

Oto jedna z rad Dale Carnegiego z takim przykładem.„Mogę popełnić wiele szaleństw — mawiał Disraeli, sławny angielski mąż stanu — ale nigdy nie ożenię się z miłości.” I rze­czywiście, dopiero jako 35-letni mężczyzna poślubił bogatą wdowę, starszą od niego o 15 lat. Anna Maria wiedziała, że powodem konkurów Disraelego były jej pieniądze. Oznajmiła więc, że po upływie roku da mu odpowiedź, gdyż chce go bliżej poznać.Nie była ani młoda, ani piękna, ani wybitnie inteligentna. Nie miała również wykształcenia. Ubierała się dziwacznie, a dom urządziła bez smaku. Ale umiała być dobra, spokojna, wyro­zumiała. Disraeli uciekał do swej Anny Marii wyczerpany pracą w par­lamencie, intelektualnymi rozmowami, dwornym zabawianiem księżniczek. Odpoczywał podczas lekkich, pogodnych pogawędek. Rozkoszował się niezmiennym uwielbieniem żony. Opowiadał jej wszystko, co mu się zdarzyło w ciągu dnia. Była doradcą, po­wiernikiem, pilnym słuchaczem. Nigdy nie wątpiła w jego suk­cesy, nigdy nie odmawiała wąrtości jego wysiłkom i zawsze go chwaliła: „Dzięki dobroci męża życie moje było pasmem nieprzer­wanego szczęścia. Disraeli zaś bronił jej, ilekroć palnęła głupstwo w towarzystwie lub wykazała brak inteligencji. „Spędziliśmy ze sobą 30 lat — mawiał — i nigdy ani na chwilę mnie nie znudziła.”Czasem żartował: „Wiesz przecież, że tak czy owak ożeniłem się z tobą tylko dla pieniędzy.” A ona odpowiadała ze śmiechem: ,,Tak% ale gdybyś miał to znowu uczynić, ożeniłbyś się ze mną z miłości”. I tak było naprawdę.„Pierwszą rzeczą, jakiej należy się nauczyć w stosunkach z in­nymi — pisze James — to nie wtrącać się do ich sposobu życia, jeżeli tylko oni również nie usiłują gwałtownie nakłaniać nas do swoich zwyczajów”.Zasada ta jest szczególnie ważna w małżeństwie, gdzie dwie różne bądź co bądź indywidualności stykają się z sobą wciąż, co­dziennie, całymi latami.

JAK POZNAĆ SWÓJ „IDEAŁ"

Może się zdarzyć, a zdarza się to zwłaszcza młodym, że upatrzą sobie w lokalu, na ulicy, w tramwaju swój „ideał”, na którego widok serce zaczyna bić żywiej. Jak zbliżyć się do celu, jak po­znać ową ukochaną osobę? Najlepiej oczywiście znaleźć kogoś trzeciego, kto ułatwi zawar­cie znajomości. Gdy jednak poszukiwania wspólnego znajomego nie przynoszą żadnych rezultatów, mężczyzna nie może postąpić obcesowo, to znaczy nie może zaczepiać na ulicy, przysiąść się do stolika itp. Niech się nie dziwi, jeśli w takim wypadku będzie potraktowany jak intruz. Jest zresztą bardzo dużo innych, kulturalnych sposobów zawie­rania znajomości. Poza tym – wszystko zależy od formy, od tego, jak się co robi. .Można damę swego serca zaprosić do tańca na dansingu; można pomóc jej ubrać się w teatrze; można zacząć jej się kłaniać, ustąpić miejsca lub nawiązać rozmowę w tramwaju, „prześladować” ciągłymi niby przypadkowymi spotkaniami itp.

OWOCE

Owoce. Dla wielu ludzi nie ma nic przyjemniejszego jak wgryzać się w aromatyczny miękisz gruszki lub jabłka, odrzuca­jąc tylko pestki i ogonek. A jednak tak się nie jada. Pomarańcze obiera się zręcznie i ładnie nożykiem. Skórkę rozcina się podłużnie w 4—6 miejscach i odchyla z jednego końca, nie odrywając całkowicie. Otrzymujemy piękny „kielich”, w któ­rym podaje się pomarańczę porozrywaną na cząstki. Cząstki, po 2—3, odrywa się od całości, nakłuwa plastykową lub drewnianą wykałaczką i zostawia na skórce. Sięgając po cząstki pomarańczy, chwytamy je za wykałaczkę. Można też przecinać pomarańcze na dwie połówki w poprzek, ale zwykle wtedy tnie się skórkę w ząb­ki, opróżnia z miękiszu, ten doprawia na sałatkę owocową i na­pełnia pomarańczowe pucharki. Podaje się na liściu sałaty, na talerzykach.Mandarynki obiera się bez pomocy nożyka, palcami. Winogrona obrywa się z gałązki. Pestki i skórkę można wypluwać, ale tylko na swój talerzyk, nie na dłoń. Melony i ananasy należy podawać w plasterkach, a ja­dać łyżeczką lub widelcem. Grejpfruta trzeba przekroić na połowę, posypać cukrem (najlepiej pudrem) i wybierać osłodzony miąższ łyżeczką. Mo­żna też jak z cytryny wyciskać z niego sok i pić przelany do szklanki. Śliwki, morele, brzoskwinie (jeżeli ich nie obiera­my) i inne owoce pestkowe, prócz bardzo soczystych, otwiera się palcami lub nacina nożykiem do owoców (szczególnie gdy nie są zbyt dojrzałe lub są mrożone), usuwa pestkę i zjada połówki. Wiśnie, czereśnie, mirabelki bierze się całe do ust i pestkę wypluwa jak najbardziej dyskretnie na talerzyk.